niedziela, 20 października 2013

Prolog

PROLOG
            Tego dnia nie zapomnę nigdy. Zaczął się tak jak zwykle. Zjadłam śniadanie, ubrałam się, a jednak… Był weekend miałam iść na zakupy z swoją najlepszą przyjaciółką Zoe.  Spakowałam torebkę i wyszłam. Zoou (bo tak wszyscy ją nazywali) stała już przed domem. Przywitałyśmy się i poszłyśmy na przystanek. Chmury pociemniały, ale ja nie myślałam, że może stać się coś złego. Autobus przyjechał podejrzanie punktualnie. Wsiadłyśmy i zajęłyśmy ulubione miejsca. Jak zawsze były puste. Transport dziwnie zsuwał się z drogi, trząsł się i nagle wpadł do pobliskiego kanału (szedł po całym mieście). Brudny, duży i pełen szczurów. Wszyscy krzyczeli jedynie nie Zoe. Wołałam ją,  szturchałam, ale ta nie dawała oznak życia. Chciałam rozbić szybę. Kanał nie były aż takie głęboki, żeby nie można było z niego wyjść. Wzięłam mały młoteczek i rozwaliłam ją za jednym zamachem. Małe odłamki szkła poleciały na mnie i na Zoe. Wzięłam ją na plecy i wdrapałam się na powierzchnię.  Krzyczałam tak głośno jak tylko umiałam. W końcu ktoś nas zauważył. Zatrzymał się, a ja padłam na ziemię. Powiedziałam co się zdarzyło, strasznie chciałam zamknąć oczy, ale tego nie zrobiłam. Po pięciu minutach przyjechały wozy strażackie, policja oraz karetki. Włożyli nas w jedną z nich i przewieźli do szpitala. Czułam jak  trzęsą noszami w przenoszeniu mnie na sale. Po cichutku szeptałam: Zoe, Zoe, Zoe… gdzie jesteś? Podniosłam głowę i zobaczyłam twarz mamy, płakała i prosiła bym była silna i nie zamykała oczu.  Zaczynałam czuć jak byłabym w mgle, bolały mnie oczy, musiałam je zamknąć.

            Obudziłam się w małym pomarańczowym pokoiku. Przy łóżku spała mama. Chciałam ją szturchnąć, ale byłam podłączona do tysięcy kabli i nie mogłam się ruszyć. Cichutko ją obudziłam, nie mogła ukryć uśmiechu na twarzy. Przytuliła mnie i ucałowała.                                                                                               
-Czy tata przyjechał?- zapytałam                                                                                                 -Dzwoniłam do niego i powiedział, że przyjedzie niedługo ponieważ musi zająć się Rosie.                                                                                                                                       
-A ona wie? Przyjedzie? Tak strasznie za nią tęsknie…                                                             
-Nie wiem, to już nie moja sprawa…- odparła mama ze smutkiem w oczach. Rodzice rozwiedli się kiedy miałam  trzynaście lat, moja młodsza siostra miała w tedy 10. Od tamtego czasu minęły już 3 lata, a ja i Rosie widziałyśmy się tylko około trzech razy w roku.  Jednak ojciec był bogaty, pozwalał jej na wszystko i dlatego się jej podobało. W pewnym momencie przez drzwi wszedł…

Obserwatorzy