Idąc ulicą czułam na sobie wzrok, kogoś kto bał się do mnie podejść. Za każdym razem gdy odwracałam się na chodniku nikogo nie było. Lecz w pewnym momencie podbiegł do mnie napastnik, zasłonił mi buzię i zaciągnął do ślepego zaułka. Zobaczyłam szereg jego białych i lśniących zębów. Z kieszeni wyjął scyzoryk, krzyczałam:
-Proszę nic mi nie rób! Oddam ci wszystkie moje pieniądze!
Jednak napastnik zignorował mnie. Przejechał scyzorykiem po mojej ręce, z której od razu zaczęła sączyć się czerwona ciecz. Kopnęłam go i próbowałam uciec, ale on był szybszy. Uderzył mnie w twarz i w brzuch. Leżąc na ziemi wiłam się z bólu. Resztkami sił wołałam o pomoc, lecz ona nie nadchodziła. Napastnik powtórnie chciał przeciąć moja skórę nożem, ale w tym samym momencie pojawił się nie kto inny, a Ron. Co tu robił nie mam pojęcia. Uderzył napastnika odbierając mu przy tym samym narzędzie. Złapał mnie za rękę i pociągnął na ulice. Popatrzył mi głęboko w oczy i przytulił. Nie wiedząc co zrobić stałam jak słup soli. Chłopak zabrał mnie do swojego domu i opatrzył. Musiałam zmienić swoją koszulę, która była zniszczona i przesiąknięta krwią. W zamian dostałam za dużą męską koszulkę. Rana na ręce miała około piętnastu centymetrów. Miałam poobijany brzuch i lekkie fioletowe oko. Wszystko udało mi się ukryć pod dużą warstwą makijażu. Właśnie miałam wyjść gdy usłyszałam słowa Rona:
-Jenna, dobrze się czujesz może powinnaś jeszcze trochę poczekać? Moi rodzice wrócą wieczorem.
Jego troskliwa strona była urocza.
-Jest dobrze. Jeśli nie wrócę przed zmierzchem moja mama będzie się martwić. Ale dziękuje za propozycję i przepraszam za to, że uderzyłam cię wtedy w twarz nie powinnam...
-Rozumiem, nie musisz się smucić.-powiedział chłopak. Założył buty i wyszedł razem ze mną. Obydwoje czuliśmy się bezpieczniej idąc razem, nawet jeśli nic już nas nie łączyło. Za każdym razem gdy słyszałam jakiś dźwięk, szept czy coś innego łapałam Rona za rękę, ale zaraz potem puszczałam ją z zawstydzenia. Gdy wreszcie dotarliśmy do domu podziękowałam mu za troskę i życzyłam bezpiecznej drogi.
Weszłam do domu najciszej jak umiałam.
-Oby mama nie usłyszała.- modliłam się w duchu. I znowu moje prośby znowu zostały wysłuchane. Zamknęłam pokój na klucz i położyłam się spać.
Więc przez parę następnych dni nic ciekawego się nie działo. Rany zagoiły się. Na ręce został zarys blizny. Zoe nie odwiedziła mnie ani razu, tajemniczy napastnik nie dawał oznak życia. Lecz jeden dzień nie skończył się tak jak myślałam. Wstałam jak zwykle rano, ubrałam się w jeansy, luźny sweterek i kremowe buty na obcasie. Zjadłam śniadanie i poszłam w stronę szkoły. Po drodze spotkałam paru znajomych, ale nie chcieli ze mną rozmawiać. Nigdy nie myślałam, że zostanę sama...bez przyjaciół. Droga wydawała mi się szara i pusta. Jakby straciła wszystkie barwy, z których zawsze czerpałam przyjemność razem...z Zoe. Nie miałam dzisiaj ochoty na szkołę. Przeszłam przez ulicę i poszłam w stronę kina puszczającego nieme filmy. Zawsze tam przychodziłam gdy chciałam się zrelaksować, pospać lub po prostu pomyśleć. Kupiłam bilet i skierowałam się na sale. Zazwyczaj była pusta, lecz na samym dole siedział ktoś, kto wyczekiwał mojego przyjścia. Chciałam uciekać, lecz drzwi zamknęły się z hukiem. Osoba w ciemnym płaszczu podeszła do mnie, w ręce trzymała benzynę, zapałkę i ogień. Rozlała ciecz, dosłownie minutę później podpaliła ją. Czułam, że umrę, żar ranił moje ręce.
-Pokaż swoją twarz, kim jesteś?!-krzyknęłam.
-To nie twoja sprawa.-odpowiedział "ktoś"
-Dlaczego to robisz?! Może zrobiłam ci kiedyś coś złego, ale teraz już taka nie jestem!
-To NIE JA CHCĘ CIĘ SKRZYWDZIĆ. Robię to na polecenie.-odpowiedział tajemniczy człowiek. W tym samym momencie na salę wbiegli strażacy. Zaczęli gasić ogień, ale ten ktoś już zdążył uciec. Zostałam wyprowadzona na świeże powietrze. Nie miałam większych ran oprócz lekko spalonych rąk. Strażacy zapytali czy mają po kogoś zadzwonić. Jednak na tym świecie nie było już nikomu komu mogłam na tyle zaufać. Odmówiłam i poszłam w stronę pobliskiej kawiarni. Zamówiłam dużą kawę i usiadłam na miękkiej pufie. Moje powieki stały się bardzo ciężkie aż w końcu zasnęłam. Widziałam wielką czarną plamę, która w końcu przekształciła się w potwora. Złapał mnie w swoje silne łapy i...
Obudziłam się, na plecach niósł mnie Ron. Ktoś musiał do niego zadzwonić.
-Możesz mnie już puścić, już nie śpię.-powiedziałam.
-Oh Jenna, obsługa z kawiarni zadzwoniła...-oznajmił chłopak.
-Nie musisz się tłumaczyć. Dziękuję za to, że po mnie przyszedłeś.-powiedziałam. Następnie stanęłam na palcach i pocałowałam chłopaka. Magiczne ciepło wypełniło mnie od środka. Ta chwila mogła trwać wiecznie.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzięki za czytanie mam nadzieję, że się podobało. Proszę zostawiajcie komentarze.
sobota, 11 stycznia 2014
piątek, 10 stycznia 2014
Rozdział 3
Rower zostawiłam w przeznaczonym na niego miejscu i weszłam do szkoły. Pierwszy dzień po powrocie nie był zbyt ekscytujący. Ci sami ludzie jak i nauczyciele. Na przerwie próbowałam złapać Rona, ale gdy mnie zauważał zawsze uciekał. W końcu poddałam się wiedziałam, że w ten sposób z nim nie porozmawiam. Gdy skończyłam lekcje postanowiłam zostać na korytarzu, było to lepsze niż siedzenie w domu pod pilnym okiem mamy. Odrobiłam zadanie domowe, choć rzadko się to zdarzało. Nie miałam na to czasu, było więcej ciekawszych rzeczy do roboty. Według mojej mamy byłam po prostu zwykłym leniem, ale ja tak tego nie widziałam.
Gdy wreszcie postanowiłam wrócić do domu na parkingu zobaczyłam twarz Rona.Czekał na kogoś, poznałam to po jego w kółko kręcącej się głowie.
-To moja szansa...-pomyślałam. Ruszyłam szybkim krokiem w stronę chłopaka.
-Oby nie uciekł...-modliłam się w duchu. Moje błagania zostały wysłuchane. Dotknęłam jego ramienia, a on gwałtownie się obrócił.
-Jenna...przepraszam. Nie wiedziałem co mam zrobić. Już nie raz kłóciłaś się ze swoją mamą więc pomyślałem, że wystarczy, że do niej zadzwonię.- powiedział Ron.
-No widzisz twój mózg znów źle działa. Zawsze robisz wszystko bez większego zastanowienia.-odpowiedziałam.
-Nauczyłem się tego od ciebie! Nigdy nikogo nie słuchałaś, miałaś każdego gdzieś!-krzyknął chłopak. W końcu uderzyłam go w twarz i odeszłam. Był zwykłym chamskim...debilem. Gdy znalazłam się w bezpiecznej odległości od Rona odwróciłam się. Stał w tym samym miejscu z czerwonym odciskiem dłoni na policzku. Czemu miałam się nim przejmować, to on zaczął tymi swoimi przeprosinami. Po prostu odeszłam dalej.
Po 10 minutach znów znalazłam się w domu. Moja mama jeszcze nie wróciła, w końcu pracowała jako dziennikarka. Czasami nie było jej dwa dni, ponieważ musiała wyjechać do innego miasta by zebrać informacje. Zrobiłam sobie kanapkę i usiadłam przy stole. Było tu tak pusto od kiedy rodzice się rozwiedli, zazwyczaj jadłam sama. Mama nigdy nie była głodna. Jakby czytała w moich myślach przy stole usiadła Zoe.
-Co ty taka smutna?-zapytała.
-Nieważne. Po prostu się z kimś pokłóciłam, ale z resztą to nie twoja sprawa.-odpowiedziałam.
-Co? Przecież jestem twoją przyjaciółką możesz powiedzieć mi wszystko.
-Nie jesteś moją przyjaciółką tylko wytworem wyobraźni. Prawdziwa Zoe leży w szpitalu...
-Ile razy mam ci powtarzać, że to ja nią jestem. Jeszcze nie rozgryzłam dlaczego nie mogę się obudzić, chociaż w sumie mam pewne podejrzenia.
-Co? Jakie?!
-Więc teraz interesuje cię to co mówi twój "wytwór wyobraźni"?
-Gadaj no już. Nie mam dużo czasu.
-Uważam, że to wszystko przez to, że moja rodzina się z tym nie pogodziła. Nawet nie spróbowali. Są cały czas smutni. Może...powinnaś iść pocieszyć mojego starszego brata. Przecież byliście przyjaciółmi.
-To właśnie przez niego poznałam ciebie, przepraszam Zoe.
-Mam cię znowu upominać?!
-No dobrze, dobrze. Jeszcze tydzień i go odwiedzę. A teraz spadaj do tego twojego świata.-powiedziałam.
-Ok, już idę.-odpowiedziała "dusza" przy tym samym wychodząc przez drzwi do kuchni. Zrobiłam to za raz po niej. Przeniosłam się do swojego pokoju i poszłam spać.
Wstałam rano, ubrałam się, poszłam do szkoły, wróciłam do domu, położyłam się spać. Tymi słowami mogę opisać jak wyglądały moje dni podczas reszty szlabanu. Gdy wreszcie się skończył mogłam załatwić swoje sprawy. Pierwszą z nich było zadbanie o moja przyjaciółkę, przecież obiecałam. Ubrałam czarne, podarte jeansy, koszulę w czerwono-czarną kratę i moje czerwone vansy. Zaraz po tym przeszłam się do szpitala. Na korytarzy wszyscy się na mnie patrzyli. W szczególności pielęgniarki. Musiały mnie zapamiętać. Ale w sumie miałam to gdzieś, jak zwykle (często nie liczyłam się z opinią innych). W tym momencie przypomniałam sobie słowa Rona:
-Nigdy nikogo nie słuchałaś, miałaś każdego gdzieś!- Tak jakby to co powiedział było prawda.
-Zapomnij Jenna. Nie będziesz zgadzać się z głupkiem.-pomyślałam i skierowałam się do pokoju Zoe. Pielęgniarki dbały o nią, ale nie tak jak powinny. Najpierw napełniłam misę wodą i włożyłam do niej włosy przyjaciółki. Woda zabarwiła się na odcień jasnego fioletu. Następnie wtarłam w nie szampon i zmyłam. Suszarką wysuszyłam je i splotłam w kłosa. Paznokcie ładnie spiłowałam i namalowałam wzorek chmurek i gwiazdek. A makijaż zmyłam i nałożyłam błyszczyk, trochę pudru i cienia do powiek. Naturalny wygląd Zoe był piękny. Gdy skończyłam spakowałam torbę i wyszłam ze szpitala.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To już rozdział 3. Mam nadzieję , że wam się podobał. W komentarzach piszcie opinie.
A na koniec profil nowego bohatera:
Gdy wreszcie postanowiłam wrócić do domu na parkingu zobaczyłam twarz Rona.Czekał na kogoś, poznałam to po jego w kółko kręcącej się głowie.
-To moja szansa...-pomyślałam. Ruszyłam szybkim krokiem w stronę chłopaka.
-Oby nie uciekł...-modliłam się w duchu. Moje błagania zostały wysłuchane. Dotknęłam jego ramienia, a on gwałtownie się obrócił.
-Jenna...przepraszam. Nie wiedziałem co mam zrobić. Już nie raz kłóciłaś się ze swoją mamą więc pomyślałem, że wystarczy, że do niej zadzwonię.- powiedział Ron.
-No widzisz twój mózg znów źle działa. Zawsze robisz wszystko bez większego zastanowienia.-odpowiedziałam.
-Nauczyłem się tego od ciebie! Nigdy nikogo nie słuchałaś, miałaś każdego gdzieś!-krzyknął chłopak. W końcu uderzyłam go w twarz i odeszłam. Był zwykłym chamskim...debilem. Gdy znalazłam się w bezpiecznej odległości od Rona odwróciłam się. Stał w tym samym miejscu z czerwonym odciskiem dłoni na policzku. Czemu miałam się nim przejmować, to on zaczął tymi swoimi przeprosinami. Po prostu odeszłam dalej.
Po 10 minutach znów znalazłam się w domu. Moja mama jeszcze nie wróciła, w końcu pracowała jako dziennikarka. Czasami nie było jej dwa dni, ponieważ musiała wyjechać do innego miasta by zebrać informacje. Zrobiłam sobie kanapkę i usiadłam przy stole. Było tu tak pusto od kiedy rodzice się rozwiedli, zazwyczaj jadłam sama. Mama nigdy nie była głodna. Jakby czytała w moich myślach przy stole usiadła Zoe.
-Co ty taka smutna?-zapytała.
-Nieważne. Po prostu się z kimś pokłóciłam, ale z resztą to nie twoja sprawa.-odpowiedziałam.
-Co? Przecież jestem twoją przyjaciółką możesz powiedzieć mi wszystko.
-Nie jesteś moją przyjaciółką tylko wytworem wyobraźni. Prawdziwa Zoe leży w szpitalu...
-Ile razy mam ci powtarzać, że to ja nią jestem. Jeszcze nie rozgryzłam dlaczego nie mogę się obudzić, chociaż w sumie mam pewne podejrzenia.
-Co? Jakie?!
-Więc teraz interesuje cię to co mówi twój "wytwór wyobraźni"?
-Gadaj no już. Nie mam dużo czasu.
-Uważam, że to wszystko przez to, że moja rodzina się z tym nie pogodziła. Nawet nie spróbowali. Są cały czas smutni. Może...powinnaś iść pocieszyć mojego starszego brata. Przecież byliście przyjaciółmi.
-To właśnie przez niego poznałam ciebie, przepraszam Zoe.
-Mam cię znowu upominać?!
-No dobrze, dobrze. Jeszcze tydzień i go odwiedzę. A teraz spadaj do tego twojego świata.-powiedziałam.
-Ok, już idę.-odpowiedziała "dusza" przy tym samym wychodząc przez drzwi do kuchni. Zrobiłam to za raz po niej. Przeniosłam się do swojego pokoju i poszłam spać.
Wstałam rano, ubrałam się, poszłam do szkoły, wróciłam do domu, położyłam się spać. Tymi słowami mogę opisać jak wyglądały moje dni podczas reszty szlabanu. Gdy wreszcie się skończył mogłam załatwić swoje sprawy. Pierwszą z nich było zadbanie o moja przyjaciółkę, przecież obiecałam. Ubrałam czarne, podarte jeansy, koszulę w czerwono-czarną kratę i moje czerwone vansy. Zaraz po tym przeszłam się do szpitala. Na korytarzy wszyscy się na mnie patrzyli. W szczególności pielęgniarki. Musiały mnie zapamiętać. Ale w sumie miałam to gdzieś, jak zwykle (często nie liczyłam się z opinią innych). W tym momencie przypomniałam sobie słowa Rona:
-Nigdy nikogo nie słuchałaś, miałaś każdego gdzieś!- Tak jakby to co powiedział było prawda.-Zapomnij Jenna. Nie będziesz zgadzać się z głupkiem.-pomyślałam i skierowałam się do pokoju Zoe. Pielęgniarki dbały o nią, ale nie tak jak powinny. Najpierw napełniłam misę wodą i włożyłam do niej włosy przyjaciółki. Woda zabarwiła się na odcień jasnego fioletu. Następnie wtarłam w nie szampon i zmyłam. Suszarką wysuszyłam je i splotłam w kłosa. Paznokcie ładnie spiłowałam i namalowałam wzorek chmurek i gwiazdek. A makijaż zmyłam i nałożyłam błyszczyk, trochę pudru i cienia do powiek. Naturalny wygląd Zoe był piękny. Gdy skończyłam spakowałam torbę i wyszłam ze szpitala.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To już rozdział 3. Mam nadzieję , że wam się podobał. W komentarzach piszcie opinie.
A na koniec profil nowego bohatera:
Imię:Ron
Wiek:16 lat
Kolor oczu: Brązowy
Kolor włosów: Brązowy
Zainteresowania: Koszykówka
środa, 8 stycznia 2014
Rozdział 2
Siedziałam z otwartą buzią przez przynajmniej 5 minut. Najpierw zaprasza do domu jakby chciał mi pomóc, a potem nagle zamyka mnie w pokoju jak zwierze w klatce. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić więc postanowiłam przejść się po strychu. Miał ściany pokryte szarą tapetą w czerwone kwiaty oraz skrzypiącą podłogę. Był zastawiony wieloma kartonami. Zerknęłam do jednego, ale nie zobaczyłam tam niczego ciekawego. Jakieś stare nagrody, dyplomy itp. Jednak w jednym z nich zauważyłam coś błyszczącego na samym dnie. Wyjęłam to szybkim ruchem. Tym tajemniczym przedmiotem był wisiorek w kształcie serduszka. Zdecydowanie wyglądał na taki w stylu vintage. Chciałam go wziąć, ale to byłaby kradzież. Nie poniżyłabym się do takiego stopnia. W jednym z kątów znalazłam starą kanapę, poczułam się zmęczona więc położyłam się i zasnęłam. Nie trwało to długo (chyba...), ponieważ gdy otworzyłam oczy stała nade mną czerwona ze złości mama. Pociągnęła mnie za rękę i wyprowadziła z domu.
-Dzięki Ron...-wysyczałam przez usta wychodząc. Chyba poczuł się trochę zażenowany tą sytuacją. W każdym razie wiedział, że jutro w szkole mu nie odpuszczę.
-Jenna masz szlaban, nawet nie myśl o wychodzeniu gdzieś indziej niż do szkoły!-krzyknęła moja mama wybudzając mnie tym samym z moich "głębokich" myśli. Nie odezwałam się do niej ani słowem po prostu wsiadłam do samochodu. Na siedzeniu obok mnie znajdowała się nowa komórka i trzy obudowy. Chociaż to sprawiło, że dzisiaj się uśmiechnęłam. Wróciłam do domu i jak zwykle zamknęłam się w pokoju.
Nagle poczułam to samo uczucie co ostatnim razem w szpitalu. Czas jakby zatrzymał się i w pokoju niespodziewanie znalazła się Zoe.
-Long time no see (Dawno się nie widziałyśmy).-powiedziała moja przyjaciółka. Postanowiłam nic nie mówić, tak naprawdę jej tu nie było.
-To tylko moja wyobraźnia.- powtarzałam sobie w myślach.
-Nie zamierzasz się odzywać?-powiedziała Zoe, a ja nadal zachowywałam grobową ciszę.
-Dobrze, więc ja będę mówić. Zjawiłam się tu by ci potowarzyszyć. Wiem, że masz szlaban.
-ACH! Jeśli próbowałaś mnie sprowokować to ci się udało. - powiedziałam myśląc, że jestem na prawdę dziwna.
-To zawsze działa- oznajmiła śmiejąc się Zoe. A raczej jej "dusza".
-Więc co chcesz? Masz minute albo... wyskoczę przez okno.- powiedziałam.
-Nie miałam jakiegoś szczególnego powodu żeby tu przychodzić, ale jak już jestem to przy okazji powinnaś bardziej zadbać o moje ciało tam w szpitalu. Wypiłować paznokcie, umyć włosy... o i zmyć stary makijaż i pomalować mnie jeszcze raz. Nawet jeśli nie chodzę teraz do szkoły itp. muszę wyglądać ładnie.
-Okey. Jak nie będę miała szlabanu to cię odwiedzę, a teraz już idź. Musze się położyć by być wypoczęta do szkoły.-powiedziałam.
-Dobra. Już wychodzę.-szybko oznajmiła Zoe i zniknęła wyskakując przez otwarte okno. Nie mogłam uwierzyć, że rozmawiam z wytworem własnej wyobraźni jak pięcio-latka. Położyłam się na łóżku i zasnęłam w głęboki sen.
Na szczęście rano moja mama przyszła i mnie obudziła. Gdyby nie ona na pewno spóźniłabym się do szkoły. Szybko ubrałam się w czarne rurki, sweter z nadrukiem w kształcie korony oraz czerwone vansy. Porwałam z kuchni tosta, wybiegłam z domu, wskoczyłam na rower i pojechałam do szkoły.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i mamy rozdział 2. Mam nadzieję, że wam podobał się tak samo jak mnie. W swoich komentarzach możecie pisać opinie, wszystkie błędy, które napisałam oraz co chcielibyście zobaczyć w następnych rozdziałach. Dzięki za czytanie.
-Dzięki Ron...-wysyczałam przez usta wychodząc. Chyba poczuł się trochę zażenowany tą sytuacją. W każdym razie wiedział, że jutro w szkole mu nie odpuszczę.-Jenna masz szlaban, nawet nie myśl o wychodzeniu gdzieś indziej niż do szkoły!-krzyknęła moja mama wybudzając mnie tym samym z moich "głębokich" myśli. Nie odezwałam się do niej ani słowem po prostu wsiadłam do samochodu. Na siedzeniu obok mnie znajdowała się nowa komórka i trzy obudowy. Chociaż to sprawiło, że dzisiaj się uśmiechnęłam. Wróciłam do domu i jak zwykle zamknęłam się w pokoju.
Nagle poczułam to samo uczucie co ostatnim razem w szpitalu. Czas jakby zatrzymał się i w pokoju niespodziewanie znalazła się Zoe.
-Long time no see (Dawno się nie widziałyśmy).-powiedziała moja przyjaciółka. Postanowiłam nic nie mówić, tak naprawdę jej tu nie było.
-To tylko moja wyobraźnia.- powtarzałam sobie w myślach.
-Nie zamierzasz się odzywać?-powiedziała Zoe, a ja nadal zachowywałam grobową ciszę.
-Dobrze, więc ja będę mówić. Zjawiłam się tu by ci potowarzyszyć. Wiem, że masz szlaban.
-ACH! Jeśli próbowałaś mnie sprowokować to ci się udało. - powiedziałam myśląc, że jestem na prawdę dziwna.
-To zawsze działa- oznajmiła śmiejąc się Zoe. A raczej jej "dusza".
-Więc co chcesz? Masz minute albo... wyskoczę przez okno.- powiedziałam.
-Nie miałam jakiegoś szczególnego powodu żeby tu przychodzić, ale jak już jestem to przy okazji powinnaś bardziej zadbać o moje ciało tam w szpitalu. Wypiłować paznokcie, umyć włosy... o i zmyć stary makijaż i pomalować mnie jeszcze raz. Nawet jeśli nie chodzę teraz do szkoły itp. muszę wyglądać ładnie.
-Okey. Jak nie będę miała szlabanu to cię odwiedzę, a teraz już idź. Musze się położyć by być wypoczęta do szkoły.-powiedziałam.
-Dobra. Już wychodzę.-szybko oznajmiła Zoe i zniknęła wyskakując przez otwarte okno. Nie mogłam uwierzyć, że rozmawiam z wytworem własnej wyobraźni jak pięcio-latka. Położyłam się na łóżku i zasnęłam w głęboki sen.
Na szczęście rano moja mama przyszła i mnie obudziła. Gdyby nie ona na pewno spóźniłabym się do szkoły. Szybko ubrałam się w czarne rurki, sweter z nadrukiem w kształcie korony oraz czerwone vansy. Porwałam z kuchni tosta, wybiegłam z domu, wskoczyłam na rower i pojechałam do szkoły.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i mamy rozdział 2. Mam nadzieję, że wam podobał się tak samo jak mnie. W swoich komentarzach możecie pisać opinie, wszystkie błędy, które napisałam oraz co chcielibyście zobaczyć w następnych rozdziałach. Dzięki za czytanie.
poniedziałek, 6 stycznia 2014
Rozdział 1-remake
Mój ojciec zanim stała Rosie. Podbiegla do mnie i zapytała się czy nic mi się nie stało. Odpowiedziałam, że nie i przytuliłam ją jak najmocniej umiałam.Rodzice wyszli na zewnątrz porozmawiać. W tym czasie razem z Rosie porozmawiałyśmy o tym co się stało. Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami.Po jej twarzy pociekły łzy. Jeszcze raz ją przytuliłam i jak stwierdził tata był czas na powrót do domu. Byłam razem z mamą lecz ona także wkrótce poszła. Zostałam sama z moimi myślami i smutkami. Szukałam swojej komórki ale nigdzie jej nie znalazłam. Musiała zniszczyć się podczas wypadku. Nie wiedziałam co mam robić więc starałam się zasnąć.
Obudziłam się następnego ranka przy moim łóżku stała Zoe. Przetarłam oczy, ale ona nadal tam była.
Obudziłam się następnego ranka przy moim łóżku stała Zoe. Przetarłam oczy, ale ona nadal tam była.
-Jenna nie wariuj wiem, że wydaje ci się to snem, ale ja tu naprawdę jestem. Moje ciało znajduje sie gdzie indziej,ale moja dusza chce być tu.
-Zostaw mnie! Nie możesz tu być nie obudziłaś się, odejdź ode mnie!- krzyknęłam i rzuciłam pierwszym przedmiotem jaki wpadł mi w ręce. Niestety oberwała nim pielęgniarka. Po jej twarzy pociekła krew. Zawołałam drugą siostrę. Gdy przybiegła do pokoju popatrzyła na mnię jak na wariatkę. Po krótkiej chwili w drzwiach zjawił się nowy gość- moja mama.
-Jenna co ty zrobiłaś? Dlaczego zraniłaś pięlęgniarke?
-Nie chciałam na początku na jej miejscu był jakiś duch wyglądający jak Zoe.-odpowiedziałam.
- Jak zwykle wyobraźnia płata ci figle. Teraz się prześpij, a ja porozmawiam z doktorem.-powiedziała mama
-Masz racje, powinnam się zdrzemnąć.-odpowiedziałam i znowu zamknęłam oczy.
Jedyną rzeczą jaką pamiętałam był ból wbijającej się w moją skórę igły. Poczułam się dziwnie więc podniosłam się z łóżka. Przede mną stał ktoś, próbowałam go złapać, ale uderzył mnie czymś w głowę i uciekł. Upadłam na ziemię i zemdlałam. Obudziłam się na sali pooperacyjnej. Okazało się, że byłam bardzo mocna zraniona. Przez ostatni wybryk lekarze pomyśleli, że sama to sobie zrobiłam. Niestety to przedłużyło mój pobyt w szpitalu o następny tydzień. Każdego dnia przychodziła do mnie pielęgniarka i dodawała mi otuchy. Pocieszała i traktowała jak dziecko. Osobiście uważałam to za dziwne, ale pewnie doktor zlecił jej to przez moje ostatnie "wybryki". Wreszcie doczekałam się dnia kiedy mnie wypisali. Założyłam czarne rurki, niebieską bluzkę z Stitchem i niebieskie Conversy. Moja mama podpisała parę papierów i wyszła ze mną nie odzywając się ani słowem. W końcu krzyknęłam ze zdenerwowania:
-Dlaczego się do mnie nie odzywasz?! Czy zrobiłam coś źle?!
-Uspokój się. Jeszcze ktoś nas zobaczy i wtedy na prawdę będą chcieli cie przenieść na odział psychiatryczny!-odpowiedziała moja mama
-Co?! Jaki odział?! Jak mogłaś mi o tym nie powiedzieć!- krzyknęłam i pobiegłam przed siebie. Jedyną osobą, u której mogłam teraz zostać był Ron...mój były chłopak.
Nie zbyt pamiętałam gdzie mieszka, ale po pewnym czasie szukania wreszcie zapukałam do jego drzwi. Otworzył je osobiście. Jego oczy zwiększyły się o 100% i zapytał czego chce. Co miałam zrobić? Opowiedziałam mu o wszystkim i zapytałam czy mogę zostać u niego chociaż na jedną noc. Widać było, że czuł się zakłopotany ale po minucie wpuścił mnie do domu. Musiałam przyznać nic się nie zmieniło od kiedy byłam tu ostatni raz. Te same meble, te same kolory jednym słowem wszystko w stylu rodziców Rona. Jedynym pokojem wyróżniającym się na tle tych szarości był jego pokoju. Był w odcieniach niebieskiego. Jednak nie mógł pozwolić bym spała w tym pokoju. Moją jednodniową sypialnią został strych. Niestety nie był zbyt ciepły i wygodny, ale zgodziłam się na niego. Zaraz po tym gdy usiadłam na podłodze Ron wyszedł i zamknął drzwi na klucz.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Robię ten Rozdział jeszcze raz dla "summon creature". Mam nadzieję, że ta wersja jest lepsza. A starą wersje skasuje w przeciągu tygodnia. W komentarzach piszcie co uważacie. Nie bójcie wypisywać jakie zrobiłam błędy za każdym razem postaram się je naprawić.
-Dlaczego się do mnie nie odzywasz?! Czy zrobiłam coś źle?!
-Uspokój się. Jeszcze ktoś nas zobaczy i wtedy na prawdę będą chcieli cie przenieść na odział psychiatryczny!-odpowiedziała moja mama
-Co?! Jaki odział?! Jak mogłaś mi o tym nie powiedzieć!- krzyknęłam i pobiegłam przed siebie. Jedyną osobą, u której mogłam teraz zostać był Ron...mój były chłopak.
Nie zbyt pamiętałam gdzie mieszka, ale po pewnym czasie szukania wreszcie zapukałam do jego drzwi. Otworzył je osobiście. Jego oczy zwiększyły się o 100% i zapytał czego chce. Co miałam zrobić? Opowiedziałam mu o wszystkim i zapytałam czy mogę zostać u niego chociaż na jedną noc. Widać było, że czuł się zakłopotany ale po minucie wpuścił mnie do domu. Musiałam przyznać nic się nie zmieniło od kiedy byłam tu ostatni raz. Te same meble, te same kolory jednym słowem wszystko w stylu rodziców Rona. Jedynym pokojem wyróżniającym się na tle tych szarości był jego pokoju. Był w odcieniach niebieskiego. Jednak nie mógł pozwolić bym spała w tym pokoju. Moją jednodniową sypialnią został strych. Niestety nie był zbyt ciepły i wygodny, ale zgodziłam się na niego. Zaraz po tym gdy usiadłam na podłodze Ron wyszedł i zamknął drzwi na klucz.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Robię ten Rozdział jeszcze raz dla "summon creature". Mam nadzieję, że ta wersja jest lepsza. A starą wersje skasuje w przeciągu tygodnia. W komentarzach piszcie co uważacie. Nie bójcie wypisywać jakie zrobiłam błędy za każdym razem postaram się je naprawić.
niedziela, 5 stycznia 2014
Bohaterowie
Imię: Jenna
Wiek: 16 lat
Kolor oczu: Piwne
Kolor włosów: Blond
Zainteresowania: Moda
Imię:Zoe
Wiek:16 lat
Kolor oczu: Brązowe
Kolor włosów: Fioletowe (Naturalnie brąz)
Zainteresowania: Taniec
Imię: Rosie
Wiek: 13 lat
Kolor oczu: Bardzo ciemny brąz
Kolor włosów: Rude (Naturalnie blond)
Zainteresowania: Architektura, projektowanie wnętrz
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



