PROLOG
Tego dnia nie zapomnę nigdy. Zaczął
się tak jak zwykle. Zjadłam śniadanie, ubrałam się, a jednak… Był weekend
miałam iść na zakupy z swoją najlepszą przyjaciółką Zoe. Spakowałam torebkę i wyszłam. Zoou (bo tak
wszyscy ją nazywali) stała już przed domem. Przywitałyśmy się i poszłyśmy na
przystanek. Chmury pociemniały, ale ja nie myślałam, że może stać się coś
złego. Autobus przyjechał podejrzanie punktualnie. Wsiadłyśmy i zajęłyśmy
ulubione miejsca. Jak zawsze były puste. Transport dziwnie zsuwał się z drogi,
trząsł się i nagle wpadł do pobliskiego kanału (szedł po całym mieście). Brudny,
duży i pełen szczurów. Wszyscy krzyczeli jedynie nie Zoe. Wołałam ją, szturchałam, ale ta nie dawała oznak życia.
Chciałam rozbić szybę. Kanał nie były aż takie głęboki, żeby nie można było z
niego wyjść. Wzięłam mały młoteczek i rozwaliłam ją za jednym zamachem. Małe
odłamki szkła poleciały na mnie i na Zoe. Wzięłam ją na plecy i wdrapałam się
na powierzchnię. Krzyczałam tak głośno
jak tylko umiałam. W końcu ktoś nas zauważył. Zatrzymał się, a ja padłam na
ziemię. Powiedziałam co się zdarzyło, strasznie chciałam zamknąć oczy, ale tego
nie zrobiłam. Po pięciu minutach przyjechały wozy strażackie, policja oraz
karetki. Włożyli nas w jedną z nich i przewieźli do szpitala. Czułam jak trzęsą noszami w przenoszeniu mnie na sale.
Po cichutku szeptałam: Zoe, Zoe, Zoe… gdzie jesteś? Podniosłam głowę i
zobaczyłam twarz mamy, płakała i prosiła bym była silna i nie zamykała
oczu. Zaczynałam czuć jak byłabym w
mgle, bolały mnie oczy, musiałam je zamknąć.
Obudziłam się w małym pomarańczowym
pokoiku. Przy łóżku spała mama. Chciałam ją szturchnąć, ale byłam podłączona do
tysięcy kabli i nie mogłam się ruszyć. Cichutko ją obudziłam, nie mogła ukryć
uśmiechu na twarzy. Przytuliła mnie i ucałowała.
-Czy tata przyjechał?- zapytałam -Dzwoniłam do
niego i powiedział, że przyjedzie niedługo ponieważ musi zająć się Rosie.
-A ona wie? Przyjedzie? Tak strasznie za nią tęsknie…
-Nie wiem, to już nie moja sprawa…- odparła mama ze smutkiem w oczach.
Rodzice rozwiedli się kiedy miałam
trzynaście lat, moja młodsza siostra miała w tedy 10. Od tamtego czasu
minęły już 3 lata, a ja i Rosie widziałyśmy się tylko około trzech razy w
roku. Jednak ojciec był bogaty, pozwalał
jej na wszystko i dlatego się jej podobało. W pewnym momencie przez drzwi
wszedł…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz