środa, 8 stycznia 2014

Rozdział 2

Siedziałam z otwartą buzią przez przynajmniej 5 minut. Najpierw zaprasza do domu jakby chciał mi pomóc, a potem nagle zamyka mnie w pokoju jak zwierze w klatce. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić więc postanowiłam przejść się po strychu. Miał ściany pokryte szarą tapetą w czerwone kwiaty oraz skrzypiącą podłogę. Był zastawiony wieloma kartonami. Zerknęłam do jednego, ale nie zobaczyłam tam niczego ciekawego. Jakieś stare nagrody, dyplomy itp. Jednak w jednym z nich zauważyłam coś błyszczącego na samym dnie. Wyjęłam to szybkim ruchem. Tym tajemniczym przedmiotem był wisiorek w kształcie serduszka. Zdecydowanie wyglądał na taki w stylu vintage. Chciałam go wziąć, ale to byłaby kradzież. Nie poniżyłabym się do takiego stopnia. W jednym z kątów znalazłam starą kanapę, poczułam się zmęczona więc położyłam się i zasnęłam. Nie trwało to długo (chyba...), ponieważ gdy otworzyłam oczy stała nade mną czerwona ze złości mama. Pociągnęła mnie za rękę i wyprowadziła z domu.
-Dzięki Ron...-wysyczałam przez usta wychodząc. Chyba poczuł się trochę zażenowany tą sytuacją. W każdym razie wiedział, że jutro w szkole mu nie odpuszczę.
-Jenna masz szlaban, nawet nie myśl o wychodzeniu gdzieś indziej niż do szkoły!-krzyknęła moja mama wybudzając mnie tym samym z moich "głębokich" myśli. Nie odezwałam się do niej ani słowem po prostu wsiadłam do samochodu. Na siedzeniu obok mnie znajdowała się nowa komórka i trzy obudowy. Chociaż to sprawiło, że dzisiaj się uśmiechnęłam. Wróciłam do domu i jak zwykle zamknęłam się w pokoju.
Nagle poczułam to samo uczucie co ostatnim razem w szpitalu. Czas jakby zatrzymał się i w pokoju niespodziewanie znalazła się Zoe.
-Long time no see (Dawno się nie widziałyśmy).-powiedziała moja przyjaciółka. Postanowiłam nic nie mówić, tak naprawdę jej tu nie było.
-To tylko moja wyobraźnia.- powtarzałam sobie w myślach.
-Nie zamierzasz się odzywać?-powiedziała Zoe, a ja nadal zachowywałam grobową ciszę.
-Dobrze, więc ja będę mówić. Zjawiłam się tu by ci potowarzyszyć. Wiem, że masz szlaban.
-ACH! Jeśli próbowałaś mnie sprowokować to ci się udało. - powiedziałam myśląc, że jestem na prawdę dziwna.
-To zawsze działa- oznajmiła śmiejąc się Zoe. A raczej jej "dusza".
-Więc co chcesz? Masz minute albo... wyskoczę przez okno.- powiedziałam.
-Nie miałam jakiegoś szczególnego powodu żeby tu przychodzić, ale jak już jestem to przy okazji powinnaś bardziej zadbać o moje ciało tam w szpitalu. Wypiłować paznokcie, umyć włosy... o i zmyć stary makijaż i pomalować mnie jeszcze raz. Nawet jeśli nie chodzę teraz do szkoły itp. muszę wyglądać ładnie.
-Okey. Jak nie będę miała szlabanu to cię odwiedzę, a teraz już idź. Musze się położyć by być wypoczęta do szkoły.-powiedziałam.
-Dobra. Już wychodzę.-szybko oznajmiła Zoe i zniknęła wyskakując przez otwarte okno. Nie mogłam uwierzyć, że rozmawiam z wytworem własnej wyobraźni jak pięcio-latka. Położyłam się na łóżku i zasnęłam w głęboki sen.
Na szczęście rano moja mama przyszła i mnie obudziła. Gdyby nie ona na pewno spóźniłabym się do szkoły. Szybko ubrałam się w czarne rurki, sweter z nadrukiem w kształcie korony oraz czerwone vansy. Porwałam z kuchni tosta, wybiegłam z domu, wskoczyłam na rower i pojechałam do szkoły.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i mamy rozdział 2. Mam nadzieję, że wam podobał się tak samo jak mnie. W swoich komentarzach możecie pisać opinie, wszystkie błędy, które napisałam oraz co chcielibyście zobaczyć w następnych rozdziałach. Dzięki za czytanie.

1 komentarz:

  1. Masz wspaniałe pomysły, bardzo mi się podoba twoja książka. Czekam na kolejne rozdziały:P Pozdrawiam
    TaSzalona:P

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy